Byłem trochę pijany, kiedy walczyłem. Może miałem kaca – przyznał Paulo Costa na temat ostatniej walki z Israelem Adesnayą, który szykuje się do starcia z Janem Błachowiczem.

We wrześniu ubiegłego roku Paulo Costa (13-1) poniósł swoją pierwszą porażkę w zawodowym MMA. Brazylijczyk przegrał z mistrzem kategorii średniej UFC – Israelem Adesanyą (20-0) po ciosach w drugiej rundzie. Po kilku miesiącach 29-latek zdecydował się opowiedzieć o szokujących przyczynach tej klęski.

– Byłem trochę pijany, kiedy walczyłem. Może miałem kaca. Nie mogłem spać z powodu skurczów w nogach. Walka odbyła się w Abu Zabi, o 9 rano czasu lokalnego. Musieliśmy więc wstać o 5, aby przygotować się, rozciągnąć, owinąć ręce, a nie spałem do 2:30. Żeby zasnąć wypiłem wino, za dużo. Wypiłem całą butelkę, żeby mnie odcięło – wyznał na swoim kanale na YouTubie.
Costa za całą sytuację obwinia tylko siebie. – To był mój błąd i nie winię nikogo innego, to było coś, co sam postanowiłem zrobić. Wypiłem szklankę i nie udało mi się zasnąć. Dwie szklanki nie zadziałały. Pół butelki też nie – dodał Brazylijczyk